NIE DAMY NA DZIECI, ALE DAMY NA DROGIE WYCIECZKI DLA URZĘDNIKÓW

Kiedy Krakowem rządził profesor Jacek Majchrowski, zagraniczne delegacje kosztowały miasto setki tysięcy złotych, regularnie budząc powszechny gniew mieszkańców. Dziś, system wydatków reprezentacyjnych pod nowym zarządem wydaje się osiągać kolejny, budzący wątpliwości poziom. Władze miasta wyraźnie demonstrują gotowość do oszczędzania na podstawowych usługach, jednocześnie zachowując hojność na podróże i nowe etaty.

Najnowszym symbolem budzącym sprzeciw mieszkańców jest głośna sprawa Librusa. Zarząd miasta, poszukując oszczędności w budżecie, zdecydował się przerzucić na rodziców opłatę w wysokości 40 złotych za dostęp do podstawowego dziennika elektronicznego. Jest to opłata za narzędzie niezbędne do komunikacji szkoły z rodzicami.

Logika tych cięć – czyli dlaczego oszczędności szuka się kosztem rodzin, a nie w administracji – pozostaje niejasna. Decyzja ta spotkała się z ostrą krytyką ze strony rodziców:

„Głupszego wytłumaczenia oszczędności nie słyszałem. Wiadomo że chodzi o kasę. Równa sie do góry a nie w dół. No chyba ze w polityce…W ogóle librus to przekręt. Platne wiadomości w aplikacji mobilnej, brak strony www na smartfon, niejako wymusza wykupienie płatnej opcji. Inaczej trzeba logować sie na komputera o ile ktoś go ma” (pisownia oryginalna).
Komentarz Grzegorza, samorzad.pap.pl

Podczas gdy na dzieci funduszy zabrakło, na zagraniczne wojaże urzędników środki znalazły się bez problemu. Władze miasta lansowały się w mediach na oszczędne, ogłaszając, że koszt 4-dniowego wyjazdu do Nowego Jorku na Paradę Pułaskiego, w przeliczeniu na prezydenta, wyniósł rzekomo zaledwie 708 zł. Tak niska kwota budzi podejrzenia o sprytną manipulację PR-ową obliczoną na tani efekt wizerunkowy, mający stworzyć iluzję zaciskania pasa.

Wątpliwości budzi zwłaszcza tło delegacji „Meet Kraków & Małopolska” do USA, organizowanej wspólnie przez miasto i województwo. W jej składzie znalazł się Paweł Zięba z firmy UTC Tour Operator. Jest to spółka należąca do Henryka Miszalskiego, brata urzędującego prezydenta, w której jeszcze do niedawna sam Aleksander Miszalski miał udziały.

Choć oficjalnie celem była „promocja regionu”, nieoficjalnie wyjazd ten stał się sceną do promowania biznesu związanego z rodziną prezydenta za publiczne pieniądze. Całość koordynowała organizacja Kraków Tourism Alliance, która co roku otrzymuje z budżetu miasta 2 miliony złotych. Co znamienne, to właśnie spółka powiązana z aparatem administracyjnym przedstawiła „najlepszą ofertę” w procedurze wyboru podmiotów do promocji Krakowa. Wyjazd sfinansował ostatecznie Urząd Marszałkowski z publicznego programu.

Te powiązania i brak przejrzystości w doborze podmiotów promujących miasto stanowią poważny problem obecnej administracji. Potwierdzeniem braku woli do wyjaśnień jest fakt, że radni niedawno odrzucili wniosek o powołanie komisji badającej te kwestie. Tym samym zamknięto drogę do kontroli i pełnego wyjaśnienia, w jaki sposób firmy związane z osobami z zarządu miasta kwalifikują się do udziału w publicznie finansowanych projektach.

Absurd finansowych priorytetów uwydatnia fakt, kto jeszcze brał udział w delegacji do USA. Znalazł się tam Prezes Wodociągów Miasta Krakowa – spółki, której dług ma skoczyć do 550 milionow złotych. Zamiast pilnie skupiać się na ratowaniu finansów spółki, prezes zarządu tej miejskiej jednostki udaje się na luksusowe wojaże. To jawna demonstracja, że walka z katastrofą finansową może poczekać.

Librus
Pani Marianna (l. 39) zaskoczona płatnością za szkolną aplikację

To nie są odosobnione przypadki. Warto także przypomnieć zeszłoroczny luksusowy wyjazd do Las Vegas (Targi IMEX America) dwóch osób z Wydziału Turystyki, który kosztował Kraków ponad 27 000 złotych.

W tym konflikcie priorytetów kryje się najmocniejszy dowód na hipokryzję zarządu miasta:

  1. Oszczędność na Librusie (40 PLN): To symboliczne obciążenie dotykające tysięcy krakowskich rodzin.
  2. Wydatek na Las Vegas (27 000 PLN): Pieniądze wyrzucone na jeden bilet do Nevady mogłyby pokryć roczne subskrypcje Librusa dla 675 krakowskich rodzin.

Władze miasta doskonale opanowały sztukę kreowania PR-owej fasady. W praktyce jednak, decydując się na cięcia w edukacji i jednoczesne finansowanie drogich wyjazdów powiązanych ze środowiskiem Urzędu Miasta, władze Krakowa wysyłają jasny komunikat o swoich priorytetach. Konfrontacja faktów jest bezlitosna: z jednej strony iluzja oszczędności, z drugiej – drogie, pozbawione kontroli wycieczki. Oszczędność jest ważna tylko tam, gdzie uderza w najsłabszych – w krakowskie rodziny.