KRAKÓW NA SKRAJU PRZEPAŚCI?

Ranking „Business Insider Polska” nie pozostawia złudzeń: Kraków to najgorsze miasto do życia w Polsce. Stolica Małopolski nurkuje do drugiej ligi, notując fatalne wyniki w dostępie do lekarzy (kompromitujące 15. miejsce) i relacji cen mieszkań do zarobków… ale to nie koniec problemów. Nie dość, że w Krakowie żyje się coraz gorzej, to miasto zaczyna tonąć w długach. 

Zadłużone królestwo Miszalskiego

Stan finansów Krakowa jest dramatyczny i stał się tematem nadzwyczajnej sesji Rady Miasta zwołanej na wniosek opozycji. Radny PiS Michał Drewnicki wprost mówi o „katastrofalnym stanie finansów” i doprowadzeniu miasta „na skraj przepaści finansowej przez prezydenta i radnych PO”.

Fakty są brutalne i niepodważalne. Kraków oficjalnie dzierży niechlubny tytuł lidera zadłużenia nominalnego wśród wszystkich miast w Polsce. Na koniec 2024 roku dług wynosił 6,84 mld zł, z łatwością wyprzedzając Warszawę (5,78 mld zł) i Łódź (5,2 mld zł). Dług ten rośnie w zatrważającym tempie. Według prognoz, pod koniec roku wzrośnie do blisko 7,9 mld zł.

Co gorsza, zadłużenie na mieszkańca – czyli realny dług, który dziedziczy każdy krakowianin – wynosi astronomiczne 8,4 tys. zł na osobę. Prezydent zadłuża się w tempie, które każe pytać: czy Miszalski jest Gierkiem krakowskiej polityki, a jego „wielkie długi będą spłacać inni”?

Spirala kredytowa

Kraków wyemitował kolejne obligacje na kwotę 305 mln zł. Ten ruch budzi ogromne kontrowersje, ponieważ miasto – jak alarmuje opozycja – zaciąga nowy dług nie na inwestycje, a na łatanie bieżących dziur budżetowych.

Radny Mariusz Kękuś (PiS) i Michał Starobrat (Kraków dla Mieszkańców) ostrzegają: te pieniądze mają zostać przeznaczone między innymi na pensje dla kierowców MPK i nauczycieli.

„Za Jacka Majchrowskiego tak źle nie było. Mamy koniec października, a Aleksander Miszalski musi wypuszczać obligacje, aby mieć na pensje dla kierowców i nauczycieli. Wydatki bieżące są większe niż dochody bieżące. Miszalski już nawet nie zadłuża się na inwestycje, a na to, aby miasto mogło funkcjonować” – mówi radny Drewnicki.

Co więcej, radny Kękuś dodaje, że plan przesunięcia terminów spłaty starych zobowiązań z lat 2030–2033 na 2035–2038 to „mechanizm przypominający spiralę kredytową”. Innymi słowy, Miszalski bierze „chwilówki konsumpcyjne” z odroczonym terminem płatności, tylko po to, by miasto jakoś dotrwało do końca roku – co jest o tyle kuriozalne, że obligacje miasto zacznie wykupywać dopiero w latach 2040–2043, czyli długo po kadencji Miszalskiego. Wiceprzewodniczący Rady Miasta, Michał Drewnicki, nazwał to bez ogródek:

„Muszą zadłużać miasto, by wypłacać ludziom pensje. (…) Biorą więc takie ‘chwilówki konsumpcyjne’ z odroczonym terminem płatności”.

Polityczne wymówki zamiast konkretów

Jaka jest odpowiedź Aleksandra Miszalskiego na te zarzuty? Typowa dla krakowskiego establishmentu – polityczne alibi. Włodarz miasta, zamiast wziąć odpowiedzialność za stan finansów, wskazuje winowajców:

  1. Przerzuca winę na poprzednika, czyli prof. Jacka Majchrowskiego. Choć Miszalski w trakcie kampanii obiecywał audyt i uzdrowienie finansów, dziś tłumaczy, że „odziedziczył” ten poziom długu. Warto jednak przypomnieć, że Platforma Obywatelska, z której się wywodzi, przez lata współrządziła miastem z Jackiem Majchrowskim.
  1. Polski Ład. Obecny prezydent Krakowa wskazuje, że reformy podatkowe PiS pozbawiły Kraków 1,7 mld zł dochodów. Jednak zamiast drastycznych oszczędności, postawił na dalsze zadłużanie i utrzymywanie rozbuchanej administracji.
  1. Wysokie Stopy Procentowe. Miszalski zaproponował radnym opozycji, by skierowali rezolucję do NBP o obniżenie stóp, bo miasto co roku płaci 400 mln zł tylko z tytułu kosztów obsługi długu.

Mimo tych dramatycznych danych magistrat zapowiada, że administracja nie zamierza oszczędzać na jakości usług oraz na inwestycjach, a obiecane podwyżki dla urzędników (250 mln zł) znajdą się w przyszłym budżecie. „Oszczędności znajdziemy gdzie indziej” – stwierdził.

Tymczasem każdy mieszkaniec Krakowa płaci średnio 930 złotych na jednego urzędnika, co plasuje nas na trzecim miejscu w kraju pod tym względem. Miszalski tłumaczy to „najwyższą jakością usług”, ignorując postulat Łukasza Gibały o cięciu administracji, mówiąc, że „nawet gdybyśmy pozbyli się wszystkich urzędników, to nie załatamy tej dziury”.

Kraków Miszalskiego przypomina statek, który nabiera wody, ale kapitan ogłasza, że wszystko idzie zgodnie z planem, a załoga musi dostać podwyżki.