
Kraków jest liderem w walce o ekologiczne rozwiązania, ale nie za sprawą sensownych inwestycji, lecz dzięki rzadkiemu botanicznemu przypadkowi!
Ławki z egzotycznego drewna iroko sprowadzanego z Wybrzeża Kości Słoniowej na Plac Axentowicza kosztowały nas 1,2 miliona złotych, zaczęły w październiku wyglądać, jakby miały się rozpaść. Mieszkańcy alarmują, że meble gniją i są pokryte niepokojącym zielonym nalotem.
Tymczasem Zarząd Zieleni Miejskiej (ZZM) uspokaja:
To nie gnicie, to jest oddychanie drewna! I zjawisko nie jest niczym nienaturalnym w październiku!
To jest właśnie krakowska innowacja! Nie musimy wydawać milionów na kolejne parki, drzewa, odbetonowywanie miasta. Wystarczy kupić drewno za milion, zostawić je w spokoju na 3 lata, a natura sama zrobi resztę. Zamiast martwić się o brak zieleni, krakowski magistrat już niedługo będzie mógł się pochwalić zielonymi ławkami – prawdziwe perpetuum mobile na krakowską zieleń, towar deficytowy w naszym pięknym mieście. Konserwacja ławek niepotrzebna, natura załatwi to za nas, a co zaoszczędzimy, to będzie dla nas,
No i właśnie tak, najdroższe w Europie meble miejskie zamieniły się w ogród botaniczny. Kto mieszka w Krakowie, ten się w cyrku nie śmieje!